Opublikowano Dodaj komentarz

Wiosna jest kobietą

Nikt chyba nie wątpi w to, że wiosna jest kobietą. Wiosenna przyroda odzwierciedla wdzięk i zmienność kobiecej natury. W marcu pogoda jak w garncu, w kwietniu ciepłe lato przeplata się z zimowym nastrojem, maj kokietuje świeżą zielenią młodych listków i zdobi jasnym kwieciem owocowe drzewa, niczym urocza panna młoda.

Wiosna, jak prawdziwa kobieta, lubi być podziwiana i adorowana, ucząc kobiety trudnej sztuki subtelnego uwodzenia ulotnym zapachem i pastelową barwą.

Kiedy słońce nieśmiało wygląda spoza chmur, rzucając ledwie ciepłe snopy światła na budzącą się do życia ziemię, zachwycaj sę kiełkującymi pączkami, kwileniem piskląt, poszczekiwaniem szczeniąt. Ulegnij oczarowaniem niewinnością natury, jakby to działo się pierwszy raz. W wiosennym nastroju znajdziesz znakomitą motywację do zrzucenia brzemienia zimowego zmęczenia i do odświeżenia wiośnianych radości.

Zaplanuj zatem swoją odnowę i natychmiast przystąp do jej realizacji. Podejmij wyzwanie natury: posadź w swoim ogrodzie lub na parapecie, świeże rośliny, pozwól poigrać zefirkom twoimi włosami, odsłoń ciało, by odetchnęło powietrzem i poczuło ożywczą moc wiosennej kąpieli. Przewietrz umysł i ciesz się odkrywaniem świeżości swoich zmysłów i uczuć.

Emanując wiosennym nastrojem, przyciągniesz do siebie osoby o podobnej wrażliwości, marzeniach i pragnieniach. Witaj wiosnę w ich gronie i dziel się z nimi swoimi radościami. Niech przepadną smutki i zmaleją problemy.

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Oblicza miłości

My kobiety, bez miłości żyć nie umiemy. Nasze serca zostały do niej stworzone. A chociaż miłość pojmujemy w sposób zbyt ograniczony, nasze serce jest zawsze do miłości gotowe.

Gdy miłość o twarzy partnera wygasa, albo już tylko poraża niechęcią, kiedy serce kobiety zostaje zranione, zawsze jeszcze pozostaje jej tyle do kochania.

Większość z nas, kobiet doświadcza w ciągu życia wiele rodzajów miłości, o rozmaitym ciężarze gatunkowym, kolorycie, czy temperaturze.

Jest ta miłość szalona, gorąca i pełna zachwytu, która, nie stygnąc, zmienia się w stałocieplną, dobrą i cierpliwą. Jest też inny rodzaj miłości zrodzonej w więzach krwi, do swoich rodziców, do dzieci, do wnuków.

Jest i miłość do przyrody, do zwierząt, do drzew i kwiatów , bezpieczna i cierpliwa. Hodujesz ją z zachwytem, nie oczekując wzajemności. Możesz być pewna, że twój pies albo kot pokocha cię bezinteresownie i na wieczność. Czujesz, że kwiaty codziennie podlewane zawsze odwzajemnią się pięknem i że żyjące drzewa, które obejmujesz podzielą się z Tobą swoim pocieszającym ciepłem.

Te i wiele innych rodzajów miłości są niczym perpetum mobile, przeżywane naraz, zmieniają się, migocąc i gasnąc, lecz zostawiają w sercu niezatarte ślady, służące ci niezwykłą siłą i subtelną energią, potrzebną ciągle do kochania. Nie żałuj ich sobie.

I spiesz się kochać wszystko, co warte kochania. Spiesz się kochać, bo wszystko prócz miłości przemija, a bez niej jesteś niczym.

„Spiesz się kochać, tak szybko odchodzą” jak powiedział kiedyś ks. Jan Twardowski.

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Serdeczne ocieplanie

Zimno, coraz zimniej, o tej porze roku interesują nas rozmaite sposoby rozniecania ciepła i utrzymywania go tak długo, jak się da. W cenie są ciepłe potrawy, gorące napoje, a także sauna i nacieranie ciała ciepłymi olejami.

Spośród potraw wybieramy te długo utrzymujące ciepło posiłki z kasz, w towarzystwie suszonych lub gotowanych owoców, na śniadanie, a w porze lunchu sałatka z trzech rodzajów cienko pokrojonej w paski, lekko zblanszowanej kapusty białej, czerwonej i włoskiej z cebulką, posypana sezamem, polana łyżką oleju dyniowego, zmieszanego pól na pół z octem jabłkowym, przyprawiona szczyptą bazylii oraz kurkumy. W porze obiadowej ogrzeje nas gorący barszczyk z leśnym grzybkiem, przyprawiony cynamonem i goździkami, bukiet ciepłych warzyw, podduszonych osobno i krótko w odrobinie oleju sojowego: fasolka szparagowa, buraczki lub marchewka z groszkiem i ziemniaki, doprawiony tymiankiem oraz imbirem. I ciepłe napoje do wyboru: czerwona herbata z plastrem pomarańczy, kawa z kardamonem albo gorąca czekolada z prawdziwą wanilią.

Rozgrzewają także zabiegi kosmetyczne: ciepły dotyk biooleju, czy to przy porannej pielęgnacji, czy w profesjonalnym masażu z olejkami aromaterapeutycznymi długo utrzymują przyjemną temperaturę ciała.

Ocieplają szlachetne olejki eteryczne z kłącza imbiru, olibanum, paczuli, owoców pieprzu, kamfory czy kory cynamonu. Niektóre z nich jednak mogą podrażniać a więc należy używać je ostrożnie, po kropelce, do kąpieli albo tylko napawać się ich zapachem, płynącym z aromaterapeutycznego kominka.

Czasem jednak, pomimo starań, zatrzymanie upragnionego ciepła jest bardzo trudne. Zdarza się, że serce, zmienione w sopel lodu, niczym u królowej śniegu, nie dopuszcza do siebie ciepła z żadnego z wymienionych źródeł, zamrażając wszelkie uczucia.

Dobrze więc, że Walentynki, czyli dzień zakochanych, przypada w środku mroźnej zimy, przypominając nam o mocy i znaczeniu płomiennych uczuć. Prawdziwa, gorąca miłość do kogoś (lub czegoś), wśród wielu innych zalet, ma jeszcze i tę, iż jest najlepszym sposobem rozgrzewania. Bo czy istnieje coś bardziej skutecznego niż ciepło w ukochanych objęciach?

Ogrzana płomieniem miłości, przyjaźniej spoglądasz na ludzi i świat. Topisz lody nie tylko we własnym wnętrzu, lecz promieniejąc ciepłem, budzisz całą gamę serdecznych i życzliwych uczuć otoczenia. Z zachwytem słuchasz harmonijnych dźwięków, intensywniej działają na ciebie barwy i smaki przyrody. Pobudzone zmysły wydzielają feromony, przyciągając zaciekawionych właśnie Tobą. Pragniesz z nimi dzielić się swoim zachwytem.

Raz rozniecony płomień nigdy nie gaśnie a instynkt uczy cię go podsycać, gdy tylko serce zaczyna stygnąć. Aby do wiosny!

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Natchnienie i talenty

Stan ten zaczyna się czasem u podłoża: jakby ziemia delikatnie drżała i przekazywała owo drżenie kończynom, a te stają się lżejsze, bardziej skłonne do ruchu, do tańca, do podskoków. Całe ciało ożywia się, mgliste wrażenia przyjemnie odbijają się echem i napierają, jakby chciały, by je dostrzec i przeżywać na nowo.

Czy to zapach roztopów przedwiośnia, czy chłodne jeszcze podmuchy wiatru, pachnącego czymś znajomym, lekko drażnią nozdrza i wietrzą moje myśli. W głowie zaczyna jaśnieć, wspomnienia znajdują swoje miejsce, ustawiają się w jakimś porządku… co za ulga!

Zaraz jednak z nową siłą rozpędzają się świeże uczucia i myśli, bardziej już uładzone, gładsze, barwniejsze, dające się uchwycić w subtelnych niuansach. Może być to początek natchnienia, potrzebnego nie tylko do pracy twórczej, ale i do pełnych szczęścia kontaktów z codziennością.

Czasem czekamy na to natchnienie, przegapiając drobne drgnienia duszy, współgrające z naturą. Sięgamy po sztuczne i szkodliwe środki, by ten stan wywołać, nasilić, przedłużyć. Przeważnie daremnie.

Stanów takich, w naturalnej postaci, doznają małe dzieci, cieszące się szczerze, całym sobą z ulubionej zabawy. Małe dzieci mają wielki talent do radosnego życia, potem gdzieś on się gubi.

Dorastając, wstydzimy się zachwytów i czystej radości, uznajemy je za infantylne. Kombinujemy, przeliczamy, wydziwiamy. My, dorośli, staramy się odnaleźć swój talent u psychoterapeuty, żądamy wspólnych poszukiwań od swoich bliskich, z wysiłkiem pracujemy nad sobą i gonimy za szczęściem, by na koniec utopić je w oparach absurdu.

A odnalezienie talentu do życia wydaje się takie proste; wyjdź do parku w słoneczny dzień przedwiośnia, zachwyć się z całego serca najdrobniejszym przejawem piękna w naturze, odśwież duszę w podmuchach wiatru, poczuj się cząstką tych niedużych wspaniałości świata i popłyń, choć przez kwadrans, wraz z obłokami, po błękicie nieba. Tam najszybciej odnajdziesz swój talent i natchnienie do szczęśliwego życia.

Wiosna już niedługo, nie przegap tej okazji!

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Ulotne związki z olejkami eterycznymi

Flirt z aromaterapią zaczęłam dawno temu, gdy kobiecą wyobraźnią zawładnęły znane francuskie perfumy.

Zachwycił mnie szybki, instynktowny wpływ olejków na nastrój, gdy pragnęłam go zmienić.

Tego nie umiała żadna ze znanych mi marek perfum.

Zaczęłam od pojedynczych zapachów: pobudzającego rozmarynu, uspokajającej melisy i przyjemnie orzeźwiającego geranium – ten olejek polubiłam najbardziej. Wkrótce do krótkiej listy dołączyłam z powodu pięknego zapachu olejki eteryczne z grejpfruta, drzewa sandałowego, drzewka różanego i lawendy, kombinując je w mieszaninach po trzy, zgodnie z przepisem dla początkujących w dziedzinie aromaterapii.

Poznawanie teoretycznej wiedzy o olejkach, nie zawsze jednak idzie w parze z praktyką.

Bywało, że z powodu niewiedzy narażałam się na rozczarowanie, jak np. przy zakupie olejku sandałowego z liści, zamiast z kory sandałowca, o zapachu aptecznej maści, zupełnie odmiennej od ciepłego eleganckiego zapachu drewna, sprzyjającego medytacji. Nie zawsze też olejki działają zgodnie z ich opisem. Subtelne działanie olejków wyznacza indywidualny gust, ukształtowany przez niepowtarzalny, osobisty instynkt. Mój gust był nie całkiem ukształtowany.

Poznawanie olejków przeciągało się, ale zmysł powonienia zwolna się rozwijał, proces ten trwał przez wiele lat.

Wraz z upływem czasu, poznając siebie i swoje zmysłowe potrzeby, zaczęłam rozumieć efekty działania prywatnej aromaterapii. Pojęłam, że i w tej dziedzinie, nie ma nic na zawsze i nie wszystko zależy od mojej woli, a mój gust zapachowy ewoluuje wraz z rozwojem zmysłowym, czerpiąc pożytki z coraz bardziej złożonych kompozycji olejków eterycznych. Ten gust wykreował rozległy ogród, złożony z pięknych wrażeń i marzeń do spełnienia.

Olejki dzielę inaczej niż dawniej, na rozweselające, energetyzujące, afrodyzjakalne, poruszające zmysły, karmiące wyobraźnię, dodające odwagi oraz oczyszczające, odprężające, kojące, głęboko relaksujące, uzdrawiające i wzmacniające.

Przedtem lubiłam zapach olejków używanych przez twórców perfum, odrzucając olejki sięgające głębiej, mniej lotne, ale za to trwalsze. Teraz polubiłam kompozycje z jaśminem, różą, paczulą i szałwią muszkatołową; ocieplają mój umysł i lokują się w okolicy serca.

Z czasem też nauczyłam się właściwie korzystać z ich dobroczynnego działania.

Pod wpływem „trafionej” kompozycji eterycznej zaznaję długotrwałego rozjaśnienia umysłu, przypływu energii lub przeciwnie – głębokiego odprężenia i ukojenia.

Początek dnia z kominkiem aromaterapeutycznym wszedł mi w nawyk. Olejki zabieram ze sobą wszędzie, nawet na krótkie wyjazdy. Mój prywatny ogród, zawsze gotowy na zmiany, nigdy dotąd mnie nie zawiódł, służy mi w zdrowiu, zapobiega kryzysom i chorobom.

A mój flirt ze szlachetnymi aromatami przyrody przeistoczył się w bliską, przyjazną więź.

Jestem ciekawa, co będzie dalej, który z nieznanych mi jeszcze eterycznych olejków polubi jutro mój dojrzały zmysł powonienia?

Została przecież niezliczona ich ilość do wypróbowania.

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Wrażliwość pod ochroną

Cera wrażliwa jest teraz języczkiem u wagi producentów kosmetyki, wrażliwość może bowiem dotyczyć każdego typu skóry, objawiać się na różne sposoby i wymagać rozmaitych sposobów podejścia do tego problemu. Wrażliwych kobiet nigdy nie zabraknie.

Ale wrażliwość jest problemem natury ogólnej i dotyczy nie tylko skóry.

Wrażliwość to osobniczy, indywidualny sposób zmysłowego reagowania na bodźce i całą rzeczywistość. Nie pomylmy wrażliwości z drażliwością, która jest  zespołem specyficznych reakcji na bodźce uznane przez nas za szkodliwe, choć obiektywnie takie być nie muszą. Liczy się jednak nasz, indywidualny sposób ich postrzegania.

Od razu dodam, że wysoka wrażliwość, jako szczególna reakcja na niezbyt silne bodźce, nie jest dzisiaj w cenie.  My, kobiety, obdarzone w większości tą cechą, wstydzimy się swojej wrażliwości, staramy się ją ukrywać, maskować,  zamieniać na hardość. Jaka szkoda!

„Histeryczka” mówi się o kobietach, które się często wzruszają. „Altruistka”, mówi się o nas  z pogardą, gdy reagujemy buntem na własne lub cudze zranienia, albo kiedy w trudnych sytuacjach wykazujemy  empatię i  niesiemy bezinteresowną  pomoc.

Nie jest łatwo zachować  i ocalić przed negatywnym osądem tę wrodzoną, kobiecą cechę, przeżywać z ludźmi ich porażki i sukcesy, czy wzruszać się pięknem przyrody. „ Infantylizm” i „nieprzystosowanie” , tak ocenia świat naszą kobiecość.

„Pani, to jak dziecko, cieszy się byle czym” skwitowała sąsiadka moją radość z powodu pięknego dnia pewnej zimy, kiedy spadł pierwszy śnieg i gwiazdki  cudnie błyszczały w zimowym słońcu. Dla niej śnieg był zupełnie czymś innym – zaczątkiem błota i trudności w chodzeniu po oblodzonych ulicach, no i  rzeczywiście, czym tu się cieszyć?

A przecież szukanie piękna w każdym dniu i każdym przejawie życia nieraz chroni przed zagubieniem lub  zapadnięciem się w mroki  depresji.

Nasza wrażliwość chroni nie tylko nas i naszych bliskich, wyostrza intuicję i broni  przed zagrożeniami, jest też miernikiem wyznawanych wartości, przy podejmowaniu ważnych decyzji.

Na wrażliwość cery dobre sposoby wymyślają producenci kosmetyków naturalnych, jednym, i najlepszym z nich jest bogata w łagodne składniki, uważna pielęgnacja.

Wrażliwa dusza, jaka nieraz przegląda przez rumieńce, plamy i popękane naczynka, z powodu nadmiaru tłumionych uczuć, nie znajduje jeszcze tak licznych opiekunów, jak cera.

Weźmy więc sprawy w swoje ręce i chrońmy naszą wrażliwość, twórzmy codziennie swój mikroklimat, ciesząc się życiem, wypatrujmy od momentu przebudzenia tego, co nas wzrusza, z czym czujemy się dobrze i dzielmy się tą radością, tu i teraz.

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Uśmiechy mimo woli

Przychodzi taki poranek, kiedy nic się nie klei, piękne sny nie ziszczają i wydaje się, że nigdy nie odbiję od dna. Nie działają wtedy modlitwy, medytacje, klepanie mantr, ani śmieszne opowieści. A już z pewnością nie sięgnę po poradniki o pozytywnym myśleniu, wywołujące kompleksy wciskaniem bzdurnych zaleceń. Gorączkowo poszukuję podobnych dni z przeszłości, by przypomnieć sobie, co sprawiło, że wtedy, z tamtego dna zdołałam się wydobyć. Na pewno nie pomoże mi kupowanie ciuchów, perfum, ani czekoladowych słodyczy. Potem jest tylko gorzej.

Czasami może pomóc kąpiel w ciepłej wodzie z olejkami eterycznymi albo zwykły spacer w parku, a najczęściej pomaga rozmowa z doświadczoną przyjaciółką, czy kimś bliskim, jeśli znajdzie dla mnie czas.

Ostatnio szukam ukojenia w książkach, których jestem od dawna namiętną połykaczką.

I właśnie wpadła mi w ręce książka wydana w Polsce w 2000 r., „Pozytywne myślenie. Czy może szkodzić” autorstwa niemieckiego psychologa klinicznego, Guntera Scheicha,  zajmującego się psychicznymi aspektami chorób oraz zależnościami między psychiką a układem immunologicznym. Opisane w tej książce wątpliwej wartości teorie amerykańskich guru i efekty stosowania ich „szkół” pozytywnego myślenia,  wskazują na łatwe do przewidzenia szkodliwe skutki naiwnej wiary w możliwość uzyskanie błyskawicznych sukcesów zawodowych i osobistego szczęścia.

Minęło już wiele lat od katastrofy 11 września w Nowym Yorku, na którą, jak to widzą dziś Amerykanie, złożyło się między innymi niezłomne przekonanie o własnej potędze i zaniechanie ostrożności przed niebezpiecznym zjawiskiem terroryzmu. Amerykański mit stracił na popularności, ale „pozytywne myślenie”, czyli chowanie pod dywan niepomyślnych faktów i bujanie w przyjemnych iluzjach sobie samym, nie mające związku z rzeczywistością, która niekiedy skrzeczy, nic nie straciło na swojej atrakcyjności.

Na marginesie ciekawostka: pierwsi amerykańscy guru tej szkoły, to nieżyjący już autorzy, formułujący długie listy zaleceń do codziennego stosowania, w celu przeobrażania podświadomości czytelniczek, w większości kobiet, aby nie dostrzegały pustej połowy swojej szklanki, pozwalały na przekraczanie swoich granic i nadużycia, a nawet przemoc. Ta wyuczona dobroć i promieniowanie wymuszonym szczęściem, mimo wszystko, ma im przynieść prędzej, czy później sukces i szczęście prawdziwe.

Ale nie przynosi. Tymczasem praktyka psychoterapeutyczna dowodzi, że ćwiczenia z zakresu amerykańskiej szkoły pozytywnego myślenia nie są właściwe dla osób, które najbardziej tego potrzebują, nie dla ludzi lękliwych, niepewnych siebie i nieśmiałych, a u osób o skłonnościach depresyjnych i obniżonym poczuciu własnej wartości mogą wręcz powodować zaburzenia psychiczne.

Gunter Scheich podaje na to wiele przykładów ze swojej rozległej praktyki. Nie obiecuje ułatwień, ale wskazuje na możliwości wprowadzenia istotnych zmian w sposobie myślenia,  przy używaniu własnego rozumu dla własnych, indywidualnych potrzeb.

Nie ukrywa też, iż proces przeobrażania nie będzie szybki, ani łatwy. Zmiany przychodzą powoli i czasem nie są trwałe. Taka jest też natura ludzkich emocji, ich cechą trwałą jest zmienność. Ale znajomość mocnych i słabych stron własnych, prawdziwych emocji ułatwia własny rozwój i opanowanie  swoich problemów.

Uczenie się na własnych błędach jest bolesne, to prawda, ale przynosi największe człowiecze bogactwo, jakim jest własne doświadczenie, dostosowane do rzeczywistych realiów,  nie zaś kupione od domorosłych psychologów. Taki sposób na wychodzenie z opresji kształtuje zbiór zachowań adekwatnych do rzeczywistości a także zbliża do ludzi, umożliwiając szczere, prawdziwe, przyjazne relacje. Wydaje się, że to jest prostsza droga do własnego szczęścia i spełniania marzeń, niż zamykanie się w twierdzy, pełnej wyuczonych pozytywnych myśli i niespełnionych obietnic.

Kiedy wypełniam się wewnątrz prawdziwym ciepłem, nie znając jego powodu, uśmiech pojawia się mimowolnie, w każdej chwili, chociaż nie wiem nawet dlaczego.
I to jest stan, jaki cenię sobie najbardziej. To po prostu w sobie lubię!

Wasza prapraciotka ABAMITA

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Kobiece serca

Książki tej pisarki pożyczyła mi moja dorosła córka, jak myślę „ku pokrzepieniu serca”. Nie przypuszczałam, że tak dobrze zna lub odgaduje moje potrzeby i upodobania. Ta literatura bardzo przypadła mi do serca. Teraz o sercu mówi się rzadko lub wcale, a mowa serca jest tematem wstydliwym.

No cóż, serce to mięsień, jakich wiele, powinien służyć woli człowieka i być, podobnie jak uczucia, pod ścisłą kontrolą. Ale serce wymyka się spod kontroli i niespodzianie drży, raduje się lub rozpacza, często wbrew naszym wyrozumowanym zamiarom.

O tym właśnie pisze Doris Lessing, brytyjska laureatka Nobla 2007 w swoich wczesnych opowiadaniach i najnowszych powieściach.

Opowiadanie pt. „Jak na dobre pozbyłam się serca” zaczyna się tak:

Najprościej byłoby powiedzieć, że wzięłam nóż, rozkroiłam sobie bok, wyjęłam serce i wyrzuciłam, niestety, nie jest to takie proste. Dalej narratorka opowiada o spotkaniach w ciągu jednego dnia z dwoma ważnymi dla niej mężczyznami i oczekiwaniu na spotkanie z trzecim, tym najważniejszym.

Staliśmy rozdzieleni przestrzenią, ale oboje w identycznej sytuacji  przyjemnej niepewności i oczekiwania, oboje trzymaliśmy w rękach swe serca, całe krwiste i pulsujące, gotowe na rozkosz i ból, i każde z nas było gotowe rzucić sercem w twarz tego drugiego, niczym śnieżką (…), albo, ściśle rzecz biorąc, niczym wielką, krwawą raną: ”Weź mą ranę”.

W rezultacie zmęczenia takim wyobrażeniem, narratorka odwołuje spotkanie z mężczyzną, lecz ma dylemat, co zrobić ze swoim sercem, które po przeżyciach tego dnia nagle  znajduje się w jej dłoni i przylepia się do palców.

…serce surowe, krwawe, świeżo z twego boku wyciągnięte, nie stanowi przyjemnego widoku. (…) Byłam przerażona i w gruncie rzeczy zażenowana, że coś takiego przez tyle lat kochało i biło (…) przyjrzałam się dobrze tej rzeczy, omal przy tym nie umarłam ze wstydu, i podeszłam do kosza, tam chciałam zsunąć to z palców. Nic z tego. Przylgnęło.(…) oderwałam kawałek folii aluminiowej i w miarę możności poowijałam serce. To było absolutnie i natychmiastowo konieczne. Po pierwsze serce było całe obolałe. W końcu jakieś czterdzieści lat spędziło chronione przez ciało i żebra, a teraz znalazło się na świeżym powietrzu. Po drugie nie mogłam pozwolić na to, żeby byle kto tu wszedł i na nie spojrzał. Po trzecie sama nie mogłam na nie za długo patrzeć, bo się wstydziłam.

Dalej narratorka spędza cztery dni na rozmyślaniach o swoim życiu, pragnąc pozbyć  się serca.

Pod koniec czwartego dnia byłam u kresu sił. Żadnym aktem woli, żadnym postanowieniem, ani pragnieniem nie byłam w stanie ruszyć serca choć o milimetr (..)

Nagle coś się wydarza, nic wielkiego, nic zgoła, ulicą przechodzi kobieta, stukając wysokimi obcasami i znika za rogiem, a w tym samym momencie, fruną gołębie, robiąc szybki zwrot nad jej głową i gruchając, siadają na parapecie okna narratorki.

Było, minęło, to cudownie dokładne zgranie  się dźwięku i ruchu, ale przecież zdarzyło się, uradowało mnie i uszczęśliwiło. Przestałam mieć  problemy z tym światem, zauważyła, że przylgnięte do palców serce nieco się obluzowało.

Jakże to trafny opis częstych meandrów kobiecego czucia i myślenia, niechęci do własnych uczuć, wstydu przed odruchami serca i …nagłego zachwytu w jednej chwili. Odświeżające zmysłowe wrażenie, skojarzony stukot obcasów z szumem i gruchaniem gołębi wypełnia chwilę szczęściem, lecz nie załatwia problemów  niechcianego serca.

Na koniec narratorka obdaruje swym sercem, zawiniętym zgrabnie w srebrną folię, jak biżuteryjnym prezentem, napotkaną w pociągu, szaloną kobietę o swoim sercu złamanym i zdradzonym. Ta je utuli i uściska, uszczęśliwiona.

Czy to dla Ciebie tylko zręczna metafora, ładna bajka?

Co myślisz o swoim sercu, ile dajesz mu swobody, jak się z nim obchodzisz, komu je darujesz?

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Czarodziejka – a nie czarownica

Czym się różni czarodziejka od czarownicy? Kolorem stosowanej magii.

Czarownica, wiadomo, uczestniczy w mrocznych obrzędach, rzuca paskudne uroki, przekłuwa szpilkami szmaciane kukły, przedstawiające osoby, które czymś jej się naraziły. Używa zaklęć i przekleństw czarnej magii.

Wydaje się być kobietą pełną  goryczy, zalegającego  gniewu i złości, znajdujących ujście w czynieniu zła.

Czarodziejka na odwrót, wszystko widzi w promiennych barwach, ściąga jasne światło na ważne wydarzenia, obdarza szczęściem i radością osoby korzystające z jej szczególnych uzdolnień kreowania rzeczywistości. To kobieta pragnąca czynić dobro, zawsze pełna nadziei, że jej się to uda.

Obie są istotami obdarzonymi wyjątkowymi cechami.

Wiem, że zespół obu  tych cech noszę w sobie. Ale to ja wybieram drogę, którą pragnę kroczyć.

Jeśli pragnę  własnego szczęścia, bez krzywdy innych, mogę żyć życiem pełnym radosnej magii, dzielić się nią z innymi. Być blisko ludzi potrzebujących i  pomagać im, bez myśli o korzyściach.

W ciepłym świecie, spowitym  blaskiem słońca, w  szaleństwie naturalnych, lecz jakże czarownych barw i zapachów  z przeróżnych roślin, odradza się nadzieja na lepsze jutro.

Ten naturalny świat na przemian wyostrza zmysły i zniewala, wypełnia twórczą, witalną energią, ale też pozwala   i  zregenerować siły do działania.

Stąd dostaję codziennie moc do czynienia dobra, obdarowywania miłością i pięknem.

Chcesz być czarodziejką? Pozwól sobie na marzenia, spełniaj je, obdarowuj innych swoją radością, dziel  się swoją mądrością, nie żałując czasu na ciepłe, mądre słowa i uczynki.

To one wyzwalają magię, oczyszczają świat z nieporządku, zaszczepiają dobroć a czasem nawet działają cuda.

Bo  czarodziejska magia leży przecież u podstaw kobiecej natury.

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Opublikowano Dodaj komentarz

Moje odczucie kobiecości

W postrzeganiu swojej kobiecości przechodziłam rozmaite etapy: było tam wczesne pożegnanie rozpieszczonej dziewczynki, przedłużony okres dojrzewania dziewczyny, skoki w dorosłość, jak do głębokiej wody, otrząsanie się z jej odmętów i ponowne, pełne błędów poszukiwania stabilizacji  w podejmowaniu zgodnych z obyczajem ról ( narzeczonej, żony, matki ), wedle powszechnie przyjętych wzorców kobiety – matki Polki.

W tamtych czasach skrywałyśmy przeżywane emocje i doznania zmysłowe, erotyka  była tematem tabu dla szerokiego kręgu moich rówieśnic.

Moje „grzeszne”  ciało nie sprawiało mi jednak żadnych problemów, żyło   swoim biologicznym rytmem, dojrzewało zgodnie z naturą i instynktownie zaspokajało swoje potrzeby. Byłam z niego zadowolona.

Pielęgnacja ciała polegała na dbaniu o higienę i robieniu dyskretnego makijażu. Nie pragnęłam zmieniać skóry, ani zamieniać siebie w  kogoś innego. Nigdy nie chciałam być chłopcem, mężczyzną,  nie próbowałam też konkurować w żadnej dziedzinie z płcią przeciwną.

Chłopiec,  mężczyzna, to  była postać z innej bajki, wymagająca  wspierania, zrozumienia i pomocy w naprawianiu jego błędów.

Dziewczyńskie, pełne  niepokoju przymiarki do  tworzenia własnych wzorców kobiecości, były uznawane za tyleż przemądrzałe, co naiwne. Przeważnie towarzyszyło im  pragnienie naprawy świata i  pochylanie się nad cudzą krzywdą.

Jeszcze nie uświadamiałam sobie, że ta typowo kobieca cecha, jaką jest pragnienie ulepszania świata i chęć pomocy innym,  może być wykorzystywana przez mężczyzn.

Przyjęłam ze spokojem, że chęć  posiadania rodziny i własnego dziecka w pewnym momencie wypiera wszelkie osobiste cele i plany.

Ufałam swojemu ciału, że takie, jak je natura stworzyła,  podoła wszelkim wyzwaniom. Ciało mnie nie zawiodło.

Urodziłam córkę, przyszłą kobietę.

Poczułam się spełniona.

Z łatwością więc rezygnowałam  ze swoich potrzeb, celów, marzeń  i pragnień. W zamian przecież otrzymywałam tak wiele. Przynajmniej tak wtedy myślałam.

To wszystko, co działo się wokół mnie, było zupełnie zwyczajne,  chociaż, jak wszyscy wiemy, najzwyklejsze życie wymaga sporo trudu i wysiłku. Wyrzekałam  się więc  swoich przyjemności, marzeń i pragnień, nie znajdując na nie  czasu,  przyzwolenia bliskich, ani potrzebnej mi uwagi.

Życie w wiecznym pośpiechu, miotanie się w poczuciu winy, że nie robię tego, co powinnam, znane większości kobiet, zaczęło mnie jednak nużyć i męczyć.

Pierwsze sygnały płynące z głębi ciała, bóle głowy, kręgosłupa i coraz częściej  doznawany, dojmujący smutek, skłonił mnie do podejrzeń, że się mylę, że   otrzymane od życia dary, nie wystarczą do zaspokojenia  moich kobiecych potrzeb.

Zaczęłam dostrzegać, że inne kobiety, podobnie zmęczone, buntują się i  tworzą grupy, pomagając sobie wzajemnie  w realizacji własnych celów.

Spodobał mi się ten trend – i te dbające o siebie kobiety.

Wtedy po raz pierwszy poczułam się ważna dla siebie. Pojęłam, że do spełnienia moich pragnień bardzo jeszcze daleko,  że muszę  walczyć o siebie, na swój własny, jedyny, niepowtarzalny sposób.

Zalążek budowanego od dzieciństwa poczucia kobiecej godności i własnego znaczenia, zarzucony w pośpiechu i bałaganie, gdzieś tam w głębi duszy  przetrwał i pozwolił mi uwić sobie gniazdko ze swojej kobiecości. Wiem ,że zawsze mogę się w nim schronić, poczuć się bezpiecznie, nawet wtedy, gdy wokół ziemia drży i szaleją zawieruchy.

Cieszy mnie specyfika kobiecej siły, kobieca umiejętność i wachlarz możliwości ułatwiających rozwiązywanie zawikłanych problemów.

Czasem wystarczy tak niewiele, by opuścić zaklęty krąg wiecznych rozczarowań: zachwycający  zapach natury,  aromat ulubionych olejków eterycznych, płynący z kominka aromaterapeutycznego, zmysłowy dotyk dobrych rąk, w delikatnym masażu, uśmiech i radość dziecka…

Cieszą mnie uwieńczone sukcesem próby szukania jasnej strony życia w kobiecych przyjemnościach, spontanicznie wyrażane  emocje i zmysłowe radości. To one, odzwierciedlone w postawie, utrwalone w wyrazie twarzy, składają się na moje niepowtarzalne, kobiece ciało.

Coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że właśnie w tym odzwierciedlaniu myśli, zgodnych z nimi działań i stylu życia, tkwi sedno kobiecego piękna.

Femi

Powyższe informacje mają charakter edukacyjny. Nie są to porady medyczne. W razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.